Młodzi dorośli coraz częściej nie dogadują się ze swoimi rodzicami. Z jednej strony chcą być traktowani jak osoby dorosłe, samodzielne i niezależne, z drugiej – nie zawsze są gotowi ponieść wszystkie koszty tej dorosłości.
Pokolenie Z dorasta w zupełnie innych warunkach niż wcześniejsze pokolenia. Dla wielu młodych ludzi wyprowadzka z domu rodzinnego nie jest już oczywistym etapem dorosłego życia. Nie ma tego samego poziomu dyskomfortu, który kiedyś skłaniał młodego człowieka do powiedzenia: „Muszę się wyprowadzić, muszę sobie poradzić, muszę zacząć zarabiać na siebie”.
Jeżeli w domu jest własny pokój, ciepły obiad, pralka, ktoś, kto zrobi zakupy, posprząta i pomoże finansowo, bardzo trudno konkurować z tym komfortem na własne życzenie. Szczególnie wtedy, kiedy alternatywą jest ciężka praca, wynajęcie pokoju lub małej kawalerki, rachunki, gotowanie, sprzątanie i pełna odpowiedzialność za siebie.
W efekcie młodzi ludzie dłużej pozostają zależni od rodziców – niekoniecznie dlatego, że nie potrafią być samodzielni, ale dlatego, że nie widzą wystarczającego powodu, żeby rezygnować z wygody.
To jest jedna z ważniejszych różnic między pokoleniami. Wcześniej samodzielność była często wartością samą w sobie. Człowiek chciał mieć własne mieszkanie, własne pieniądze, własne życie i możliwość decydowania o sobie. Nawet jeżeli oznaczało to gorszy standard życia. Dla wielu przedstawicieli pokolenia Z ważniejsza jest natomiast jakość życia tu i teraz.
Mniej pośpiechu. Mniej pracy za wszelką cenę. Więcej wolnego czasu. Podróże, koncerty, kino, teatr, restauracje, spotkania ze znajomymi, weekendy poza miastem czy SPA. Pieniądze mają przede wszystkim służyć życiu, a nie być wyłącznie odkładane na przyszłość. Można powiedzieć, że zmieniła się sama definicja sukcesu.
Dla poprzednich pokoleń sukces często oznaczał: własne mieszkanie, samochód, stabilną pracę, oszczędności i rodzinę. Dla pokolenia Z sukces może oznaczać również możliwość decydowania o swoim czasie, pracę, która nie zabiera całego życia, możliwość podróżowania, rozwijania zainteresowań i dbania o własny dobrostan.
I tutaj pojawia się pewien paradoks. Młodzi chcą być wolni, ale nie zawsze chcą płacić cenę za tę wolność. Chcą niezależności, ale jednocześnie korzystają z bezpieczeństwa domu rodzinnego. Chcą być traktowani jak dorośli, ale nie zawsze chcą przyjmować wszystkie obowiązki, które wiążą się z dorosłością. Chcą mieć własne pieniądze, ale niekoniecznie chcą poświęcić dużą część swojego czasu na ich zarabianie.
Nie oznacza to jednak, że pokolenie Z jest po prostu „mniej pracowite”. Ono inaczej ocenia sens pracy. Młodzi częściej pytają: „Po co mam tak ciężko pracować?”, zamiast automatycznie przyjmować, że ciężka praca jest wartością samą w sobie. Jeżeli praca ma oznaczać kilkanaście godzin dziennie, permanentny stres, brak czasu dla siebie i odłożenie życia na później, wielu młodych ludzi nie widzi w tym atrakcyjnej perspektywy. Dlatego tak ważna staje się równowaga między pracą a życiem osobistym. Młodzi nie chcą już koniecznie „dorobić się” za wszelką cenę. Chcą żyć również wtedy, kiedy mają dwadzieścia kilka lat.
Inaczej wygląda również stosunek do edukacji
Pokolenie Z coraz częściej nie traktuje studiów jako automatycznego następnego kroku po maturze. Dawniej schemat był dość prosty: szkoła średnia, studia, praca, mieszkanie, rodzina. Dzisiaj młody człowiek może powiedzieć: „Nie wiem jeszcze, co chcę robić”. I zamiast natychmiast wybierać kierunek studiów, może zrobić sobie rok przerwy, podjąć pracę, wyjechać, sprawdzić różne możliwości i dopiero później zdecydować.
Studia są traktowane poważniej wtedy, kiedy rzeczywiście odpowiadają zainteresowaniom albo planom zawodowym. Młodzi wiedzą również, że sam dyplom nie gwarantuje już automatycznie dobrej pracy. Dlatego coraz częściej pytają o praktyczne znaczenie wykształcenia. To również jest zmiana pokoleniowa: nie chodzi już tylko o to, żeby mieć wykształcenie, ale żeby wiedzieć, po co się je zdobywa.
Relacja z rodzicami też się zmieniła
Rodzice dzisiejszych dwudziestolatków często są bardzo zaangażowani w ich życie. Pomagają finansowo, robią zakupy, gotują, piorą, organizują, doradzają i rozwiązują problemy.
Tutaj pojawia się trudność. Jeżeli rodzic przez dwadzieścia kilka lat bardzo intensywnie opiekuje się dzieckiem, trudno mu nagle przestawić się na relację z dorosłym człowiekiem. Nadal chce wiedzieć, gdzie dziecko jest, z kim się spotyka, kiedy wróci, czy znalazło pracę, dlaczego nie studiuje albo dlaczego wydaje pieniądze w taki, a nie inny sposób.
Z kolei młody człowiek mówi: „Jestem dorosły, mam prawo decydować o swoim życiu”. Na to rodzic może odpowiedzieć: „Skoro jesteś dorosły, dlaczego nadal mam za ciebie płacić, gotować, prać i rozwiązywać twoje problemy?”. W tym miejscu powstaje konflikt, który nie zawsze dotyczy braku miłości. Często dotyczy po prostu niejasnych granic między zależnością a dorosłością.
Młodzi ludzie chcą autonomii psychicznej wcześniej, niż osiągają autonomię ekonomiczną. Chcą sami podejmować decyzje, wybierać partnerów, sposób życia, pracę i wydawanie pieniędzy, ale jednocześnie przez długi czas korzystają z zasobów rodziny. To tworzy nowy model dorosłości – dorosłości rozciągniętej w czasie.
Dlaczego tak trudno jest im „ruszyć w życie”?
Nie można jednak wszystkiego tłumaczyć wygodnictwem.
Pokolenie Z wchodzi w dorosłość w świecie bardzo drogich mieszkań, wysokich kosztów życia, niepewności zawodowej i ogromnej ilości dostępnych możliwości. Jednocześnie żyje w świecie, w którym nieustannie widzi życie innych ludzi – podróże, piękne mieszkania, restauracje, ubrania, samochody, doświadczenia. Media społecznościowe stworzyły ogromną presję, żeby życie było nie tylko dobre, ale żeby wyglądało na dobre.
Młody człowiek może więc mieć poczucie, że z jednej strony powinien się usamodzielnić, a z drugiej – że życie bez podróży, przyjemności i doświadczeń jest życiem straconym. Dlatego pokolenie Z stoi przed trudnym wyborem: czy najpierw budować stabilność, czy najpierw korzystać z życia? Wielu na to odpowiada: „Jedno i drugie”. Tyle że rzeczywistość ekonomiczna nie zawsze na to pozwala. Być może największą różnicą pomiędzy pokoleniami nie jest więc to, że młodzi są bardziej leniwi czy mniej odpowiedzialni. Być może różnica polega na tym, że zmieniły się ich priorytety.
Starsze pokolenia często odkładały życie na później, żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo. Pokolenie Z częściej chce żyć teraz, nawet jeśli oznacza to późniejsze osiągnięcie stabilizacji. Być może właśnie dlatego tak długo trwa ich przejście od bycia dzieckiem swoich rodziców do bycia w pełni niezależnym dorosłym. To nie jest już przejście z jednego świata do drugiego z dnia na dzień. To jest proces.
I właśnie ten proces – pomiędzy wygodą domu rodzinnego a potrzebą autonomii, pomiędzy wolnością a odpowiedzialnością, pomiędzy korzystaniem z życia a budowaniem własnej przyszłości – jest jednym z najciekawszych, ale i bardzo trudnych doświadczeń pokolenia Z.